Od kilkunastu dni, internet rozgrzewa publiczna debata, żeby nie powiedzieć publiczna nagonka na Facebooka i jego założyciela Marka Zuckerberga w związku z udostępnieniem danych firmie Cambridge Analytica na potrzeby kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa.

Od wczoraj trwa przesłuchanie Marka Zuckerberga w kongresie amerykańskim w tej sprawie. I pewnie przemilczałbym ten fakt, gdyby nie to, że po obejrzeniu dłuższej części przesłuchania, miałem wrażenie, że to nie jest „komisja śledcza”, tylko wykład dla emerytów o tym, co to jest internet i jak można korzystać z dużych ilości danych zgromadzonych we własnej aplikacji, w której użytkownicy rejestrują się i udostępniają swoje treści dobrowolnie.

 

Jeśli dostajesz coś za darmo, to prawdopodobnie TY JESTEŚ TOWAREM

 

Facebook jest platformą, która powstała, aby umożliwić swoim użytkownikom wymianę różnych treści. Tak samo jak LinkedIn, Twitter, Reddit czy Nasza Klasa czy Google. Większość z funkcjonalności w tych portalach jest udostępniana nieodpłatnie. Nie należy mylić braku odpłatności z darmowym działaniem serwisu.

Nieodpłatnie, to znaczy, że nie musisz płacić abonamentu, a za utrzymanie olbrzymiej infrastruktury IT, ogromnej rzeszy programistów i setek innych rzeczy, płacisz swoim czasem poświęconym na oglądanie reklam. Nie jest to żadną nowością. W ten sam sposób działają portale informacyjne, gazety i telewizja. Chociaż telewizja, to może nie najlepszy przykład. Niektóre stacje oczekują abonamentu i nadają reklamy 😉

 

Na utrzymanie serwisów typu Facebook płacą też reklamodawcy. Im więcej użytkowników, tym więcej treści jest udostępnianych. Im więcej treści, tym więcej użytkowników. Takie perpetum mobile, to idealne miejsce dla tych, którzy chcą reklamować swoje produkty i usługi. I osobiście nie widzę w tym nic złego jeśli ilość reklam nie przypomina bloku reklamowego w Polsacie…

 

Hola, hola, ale oni wykorzystują moje DANE!

 

Zdecydowanie tak. I nie jest to żadną tajemnicą, że korzystając z ruchu na Facebooku, ale również poza nim, dzięki tzw. tracking cookies – małych fragmentów kodu, który właściciele stron umieszczają DOBROWOLNIE na swoich stronach, aby Facebook czy Google mogło zbierać informacje o zachowaniu swoich użytkowników. Dzięki temu, reklamodawcy mogą bardzo precyzyjnie określać grupę docelową dla swoich reklam, a Facebook wie jakie strony odwiedzasz.

 

Czy masz z tym problem, że Google i Facebook wiedzą, że byłeś dzisiaj na Pornhubie?

 

Jeśli tak, to odłącz się od internetu! Poważnie! Bo w internecie wszystko, dosłownie wszystko jest logowane. I dotarcie do tego co, kto robi, jest jedynie kwestią determinacji, nakładów finansowych i czasu. Organizacje typu NSA, mają swoje wtyczki w większości popularnych aplikacji. To znaczy, że jeśli dobrze komuś nadepniesz na odcisk, to zostaniesz namierzony zanim do końca przeczytasz ten artykuł. 🙂

Udostępniając swoje treści w internecie, godzisz się z tym, że w jakimś zakresie rezygnujesz z prywatności. Oraz z tym, że dane, które udostępniasz świadomie lub nieświadomie, mogą być wykorzystane do różnych celów.

Jeśli się z tym nie godzisz, przejdź w tryb offline. Kompletnie i całkowicie. Bez kart płatniczych, smartfonów, Netflixa ani Spotify.

A może jednak Facebook przegiął?

 

Udostępniając dane użytkowników firmie trzeciej, Facebook nie zrobił niczego innego niż mogę zrobić ja lub Ty, gdy tworzymy reklamy na Facebooku lub korzystając z Google Adwords. My też korzystamy z olbrzymiej bazy danych preferencji użytkowników FB i Google. I do tej pory wszystko jest ok.

A co w sytuacji gdyby okazało się, że Google, korzystając z Androida w naszych telefonach, tabletach i telewizorach, nagrywa nas i przetwarza te nagrania bez naszej wiedzy?

A co jeśli okaże się, że Facebook w swojej aplikacji mobilnej przetwarza więcej informacji niż jest absolutnie niezbędne do świadczenia usługi i np. kolekcjonuje informacje o naszych połączeniach telefonicznych i wiadomościach tekstowych?

Dziwnym trafem, takie informacje pojawiają się coraz częściej i jeszcze dziwniejszym trafem, echa po nich dosyć szybko milkną…

Kota nie ma – myszy harcują!

 

O ile uważam, że darcie szat o udostępnienie danych firmie analitycznej, na potrzeby kampanii Donalda Trumpa, nie ma najmniejszego sensu i nie ma co w tym przypadku krytykować Facebooka, że pozwolił Trumpowi precyzyjnie monitorować działania swojej kampanii reklamowej, to uważam że podniesienie tych tematów przez rząd USA, pomoże dotychczas „nietykalnym” gigantom poczuć odrobinę kontroli nad tym, w jaki sposób zbierają i wykorzystują dane o swoich użytkownikach.

Być może więcej użytkowników zacznie czytać regulaminy korzystania z serwisów. Być może użytkownicy we własnym zakresie zadbają o odpowiednie ustawienie prywatności dla treści publikowanych przez nich w internecie.

Być może wzrośnie popularność wtyczek anonimizujących do przeglądarek. Być może…

Do następnej afery… 🙂

(Visited 385 time, 1 visit today)